Minionki / Minions
Ciekawą drogę przeszły Minionki w swoim filmowym życiu - od typowych bohaterów drugiego planu w "Jak ukraść księżyc", przez zdecydowanie ważniejsze postaci w kontynuacji tamtej bajki (co skrzętnie wykorzystał polski dystrybutor filmu nazywając go kompletnie wspak oryginalnemu tytułowi - zamiast "Despicable Me 2" otrzymaliśmy "Minionki rozrabiają"), aż po bohaterów swego własnego filmu. Z setki żółtych stworzeń twórcy wybrali trzech - przepełnionego misją ratowania współtowarzyszy, wysokiego Kevina, malutkiego Boba związanego ze swym pluszowym misiem, oraz Stuarta marzącego o graniu na gitarze, którą nazywa ukulele. We trzech wyruszają w świat by znaleźć dla siebie nowego szefa. "Minionki" są więc jednocześnie spin-offem serii - drugoplanowi bohaterowie zyskują swój własny film, ale jednocześnie i prequelem do poprzednich filmów, gdyż akcja tej części rozgrywa się na długo przed wydarzeniami z "Jak ukraść księżyc". To historia o tym co działo się z Minionkami zanim zaczęły służyć Gru.
Jeśli podobały się Wam poprzednie filmy o tych pociesznych, złośliwych i wpadających w nieustanne tarapaty stworzonkach, do tej bajki nie trzeba Was przekonywać. I choć historie były ciekawsze w poprzednich częściach z Gru, "Minionki" to i tak świetna komedia na której można się śmiać do rozpuku od pierwszych scen, a właściwie już od logo Universal, którego przewodni motyw zaśpiewany został przez Minionki. Sama opowieść jest tym razem bajeczna prosta. Minionki są stworzeniami, które muszą komuś służyć, to nadaje sens ich życiu. Im większy złoczyńca, im gorszy czarny charakter, tym lepiej. Gdy nie mają pana, popadają w marazm i apatię. Dlatego trójka śmiałków wyrusza w świat by znaleźć dla siebie nowego bossa. Oczywiście tym samym co chwila będą pakować się w kolejne kłopoty i zabawne sytuacje. Animacja ta przepełniona jest humorem sytuacyjnym, bardzo udanym slapstickiem, który w wykonaniu żółtych stworzonek, śmieszy do łez. I choć Minionki mówią jedynie sobie znanym językiem, taki gibberish esperanto, również niektóre ich określenia na pewne przedmioty bywają rozbrajające - żeby tylko wspomnieć o ukulele czy ‘lakukaracza’.
Dla dzieci humor tej bajki funkcjonuje na poziomie pechowych sytuacji w jakie pakują się bohaterowie, dla dorosłych twórcy przygotowali całkiem sporo odniesień do popkultury. Ciekawie wypada tu również umiejscowienie akcji w latach sześćdziesiątych. Wpierw w Nowym Jorku, a później, co wykorzystywane jest jeszcze mocniej - w Wielkiej Brytanii, która przedstawiona zostaje tu w najbardziej stereotypowy, ale przez swoją bezpośredniość, naprawdę zabawny sposób. Zaskakuje tu również ciekawy dobór piosenek, dość nietypowy jak na bajkę dla dzieci, z którego z pewnością ucieszą się dorośli. Wątpliwym pozostaje jedynie sam przekaz tej bajki, jej główny wątek, który w tej części został najmocniej wyeksponowany. Być może dzieci tego nie zauważą, być może to tylko przesadne zmartwienie i zbyteczna analiza. Jednakże pomysł by ze stworzeń, które fascynuje zło, robienie złych rzeczy i służenie łajdakom, kreować bohaterów pozytywnych, wydaje się dość ryzykowny i wątpliwy. I choć z biegiem czasu trochę się on rozmywa w rozpędzonej akcji, gąszczu wydarzeń, to jednak jest on w pewnym stopniu niepokojący. Pixar by się na to nie zdecydował.
7/10
Jeśli podobały się Wam poprzednie filmy o tych pociesznych, złośliwych i wpadających w nieustanne tarapaty stworzonkach, do tej bajki nie trzeba Was przekonywać. I choć historie były ciekawsze w poprzednich częściach z Gru, "Minionki" to i tak świetna komedia na której można się śmiać do rozpuku od pierwszych scen, a właściwie już od logo Universal, którego przewodni motyw zaśpiewany został przez Minionki. Sama opowieść jest tym razem bajeczna prosta. Minionki są stworzeniami, które muszą komuś służyć, to nadaje sens ich życiu. Im większy złoczyńca, im gorszy czarny charakter, tym lepiej. Gdy nie mają pana, popadają w marazm i apatię. Dlatego trójka śmiałków wyrusza w świat by znaleźć dla siebie nowego bossa. Oczywiście tym samym co chwila będą pakować się w kolejne kłopoty i zabawne sytuacje. Animacja ta przepełniona jest humorem sytuacyjnym, bardzo udanym slapstickiem, który w wykonaniu żółtych stworzonek, śmieszy do łez. I choć Minionki mówią jedynie sobie znanym językiem, taki gibberish esperanto, również niektóre ich określenia na pewne przedmioty bywają rozbrajające - żeby tylko wspomnieć o ukulele czy ‘lakukaracza’.
Dla dzieci humor tej bajki funkcjonuje na poziomie pechowych sytuacji w jakie pakują się bohaterowie, dla dorosłych twórcy przygotowali całkiem sporo odniesień do popkultury. Ciekawie wypada tu również umiejscowienie akcji w latach sześćdziesiątych. Wpierw w Nowym Jorku, a później, co wykorzystywane jest jeszcze mocniej - w Wielkiej Brytanii, która przedstawiona zostaje tu w najbardziej stereotypowy, ale przez swoją bezpośredniość, naprawdę zabawny sposób. Zaskakuje tu również ciekawy dobór piosenek, dość nietypowy jak na bajkę dla dzieci, z którego z pewnością ucieszą się dorośli. Wątpliwym pozostaje jedynie sam przekaz tej bajki, jej główny wątek, który w tej części został najmocniej wyeksponowany. Być może dzieci tego nie zauważą, być może to tylko przesadne zmartwienie i zbyteczna analiza. Jednakże pomysł by ze stworzeń, które fascynuje zło, robienie złych rzeczy i służenie łajdakom, kreować bohaterów pozytywnych, wydaje się dość ryzykowny i wątpliwy. I choć z biegiem czasu trochę się on rozmywa w rozpędzonej akcji, gąszczu wydarzeń, to jednak jest on w pewnym stopniu niepokojący. Pixar by się na to nie zdecydował.
7/10
Komentarze
Prześlij komentarz