Split

"Split" to film bardzo rozdarty, stojący gdzieś po środku tego co w nim dobre, a tego co w nim nieudane. Film, który zyskuje, bądź też traci przez osobę reżysera, zależy czy lubi się filmy Shyamalana, czy dawno się już go skreśliło.  Film, który jest zdecydowanie najlepszym z jego ostatnich dokonań, ale któremu sporo brakuje do pierwszych produkcji reżysera.  Nie można go jednoznacznie skrytykować, za wiele tu ciekawych pomysłów, ale i zachwycić się nie ma jak, zbyt wiele rzeczy tu jednak przeszkadza.  "Split" to film na tyle prosty, że opowiadana w nim historia spokojnie starczyłaby na godzinny metraż, jednak została rozciągnięta aż do dwóch godzin.  Stąd tempo jest w wielu miejscach zbyt powolne, stąd zbyt wiele tu momentów, które można by w ogóle pominąć, lub ukazać je z większą werwą.  Wyjściowy pomysł jest na tyle zwięzły, że można go spokojnie streścić w dwóch zdaniach.  Trzy nastolatki zostają porwane przez młodego mężczyznę, cierpiącego na rozdwojenie jaźni.  Tyle, że rozdwojenie to mało powiedziane, bowiem osobowości przebywających w ciele porywacza jest aż dwadzieścia trzy, a ta najpotężniejsza, i najstraszniejsza, dwudziesta czwarta, ma się niedługo objawić.

Jest w ostatnich filmach Shyamalana pewna dziwna sztuczność dotycząca bohaterów jak i inscenizacji.  To pierwsze widać najbardziej po postaciach drugoplanowych, które są odklejone od rzeczywistości, pasujące bardziej do kina niezależnego, w którym każdy na swoje specyficzne przywary.  To postaci, które rozbijają klimat, które wielokrotnie okazują się być całkiem nieprzydatne, jak chociażby tym razem pewna starsza pani oglądająca telewizję.  Sztuczność inscenizacji natomiast widoczna jest po tym, że trudno nie oprzeć się wrażeniu, ze wszyscy występujący w filmach Shyamalana tylko grają, wymawiają wyuczone wcześniej kwestie, które może i dobrze brzmiały na papierze, natomiast dziwnie brzmią w nakręconym filmie.  Tak jakby wszystko zaprezentowane na ekranie było tylko udawanym przedstawieniem.  Dodatkowo wiele scen zostaje niepotrzebnie i nienaturalnie przeciągniętych przez co choć można się domyślać, że w założeniu miały być niepokojące i przepełnione trudnym do zniesienia napięciem, stają się niezamierzenie zabawne.  Trudno stwierdzić skąd bierze się ta sztuczność, to uczucie, że to co widzimy na ekranie jest w jakimś sensie fałszywe, nierealne.  Trudno stwierdzić dlaczego wczesne filmy reżysera nie cierpiały na taką przypadłość.

Oceniając "Split" trzeba przede wszystkim docenić i pochwalić Jamesa McAvoya, który w roli mężczyzny cierpiącego na rozdwojenie jaźni jest naprawdę niesamowity.  Niebywałe jest to, że McAvoy nie wciela się tutaj w różne postaci, ale perfekcyjnie tworzy postać jednego człowieka, obciążonego różnymi, bardzo różniącymi się od siebie osobowościami.  Ma się wrażenie, że te różne osoby naprawdę istnieją w jednym mężczyźnie, a McAvoy potrafi przechodzić pomiędzy nimi właściwie w jednym zdaniu, transformując swój głos, mimikę, sposób poruszania się.  Od sepleniącego chłopca, przez idealną panią domu, mężczyznę cierpiącego na nerwicę natręctw, po projektanta mody.  Szkoda tylko, że skoro film ten zapowiada aż dwadzieścia cztery osobowości głównego bohatera, w końcu pokazuje "tylko" osiem z nich.  Pod tym względem "Split" trochę rozczarowuje, bo nie dostarcza tego co obiecywał.  Z innej jednak strony, jest filmem, który w pewnym sensie zyskuje z czasem, którego trochę dziwna, nieprzekonująca struktura nabiera sensu pod koniec seansu.  Z początku bowiem trochę dziwne wydają się wycieczki do przeszłości jednej z porwanych dziewczyn.  Rozbijają akcję, burzą klimat, i wydają się być zupełnie z niczym nie związane, podczas gdy w finale tej opowieści okazują się być kluczowe do zrozumienia postępowania bohaterów.  Bez tego wglądu w dzieciństwo bohaterki finał wydałby się naciągany i nieprzekonujący.

7=/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017