Hity Kity 2016


Kolejny rok za nami. Rok świetny dla polskiego kina, które kolejny już raz udowodniło, że stoi na naprawdę wysokim poziomie, i spokojnie może konkurować z zachodnimi produkcjami.  Nie mamy się czego wstydzić, a spływające nagrody z całego świata dla polskich twórców udowadniają, że zdecydowanie mamy się czym chwalić.  W zeszłym roku kino bardziej niż w poprzednich latach stawało się odskocznią od dramatycznych, niepokojących wieści jakie właściwie każdego dnia spływały z kraju i zza granicy.  Przyszło nam niestety żyć w ciekawych czasach i możemy mieć tylko nadzieję, że nigdy nie spełnią się czarne scenariusze, jakie pojawiają się w oparciu o to co dzieje się na świecie.  Ubiegły rok był nie tylko niespokojny ale również bardzo smutny.  Można było mieć wrażenie, że 2016 uwziął się na legendy kina, muzyki, i zdecydowanie zbyt często odbierał nam tych najbardziej zasłużonych.  Wśród tych, którzy odeszli wymieniać można długo, aż strach pomyśleć jak okropnie przygnębiające będzie tegoroczne "in Memoriam" w czasie kolejnego rozdania Oscarów.  Alan Rickman, David Bowie, Andrzej Wajda, Prince, Leonard Cohen, Carrie Fisher, Debbie Reynolds to zaledwie tylko kilka nazwisk z okropnie długiej listy twórców, którzy odeszli z tego świata.

Dla mnie osobiście ten rok w kinie był trochę dziwny.  Na wielkim ekranie miałem okazję obejrzeć 113 filmów i choć jest to wynik gorszy (o 15) od tego z roku 2015, to nadal jest to moim zdaniem całkiem imponująca liczba.  Blog w sierpniu obchodził swoje okrągłe dziesiąte urodziny i choć nadal sprawia mi przyjemność pisanie o tym co udało mi się zobaczyć na wielkim ekranie, to jednak coraz więcej w tym zajęciu wątpliwości.  Czy zostać na bloxie, czy zmienić formę wpisów, czy nie podejść do tego wszystkiego z trochę innej strony?  Dziesięć lat to szmat czasu podczas którego zmieniła się rzeczywistość, zmienił się Internet, zmieniłem się też ja i wszystko to wpływa na kolejne wpisy bądź ich brak.  Pierwszy raz w tym roku zdarzyło się bowiem kilka sytuacji gdy złamałem swoją dotąd świętą zasadę by opisywać wszystko co widziałem w kinie, obojętnie jak nieciekawe, nijakie czy złe by to nie było.  I tak z ponad tej setki produkcji aż 14 nie doczekało się do dzisiaj swojej notki.  Trochę przez nadmiar obowiązków, trochę przez problemy z weną.  I choć teoretycznie nic się nie stało, choć nie były to w sumie filmy, o których trzeba było napisać, to to odstępstwo od normy praktykowanej od lat, w pewnym stopniu mnie martwi i denerwuje.

Z trochę bardziej pozytywnej strony, w zeszłym roku, miałem okazję po raz kolejny uczestniczyć w Festiwalu Filmowym w Gdyni, i już po raz drugi być korespondentem z tego wydarzenia dla Magazynu Film (dzięki Kaczy!).  Sześciodniowe święto polskiego kina, kolejny raz nie zawiodło, prezentując bardzo zróżnicowane produkcje w ramach Konkursu Głównego, jak również w ramach pozostałych festiwalowych sekcji.  Pokazy prasowe, spotkania z twórcami, oficjalne pokazy w Teatrze Muzycznym to czysta radość dla każdego miłośnika kina.  Ten rok był jednak jeszcze lepszy niż poprzedni, bo Festiwal mogłem przeżywać nie sam, ale wraz z Klapserką, która przyjechała na kilka dni do Gdyni by zobaczyć co też w polskim kinie świszczy.  I choć większość seansów oglądaliśmy oddzielnie (przez różne akredytacje), to dyskusje o obejrzanych filmach już po seansach były czymś niezwykle ważnym i cennym.  Bo jak wiadomo przyjemność z kina płynie nie tylko z obcowania z samym obrazem, ale również z możliwości późniejszej dyskusji o nim.  Za te rozmowy serdecznie dziękuję :)  Drugim festiwalem na którym byłem w zeszłym roku to All About Freedom Festival, który obchodził uroczystą dziesiątą rocznicę swojej działalności.  Ten niezwykły festiwal łączący muzykę, kino, teatr i debaty, łączący różne formy by mówić o wolności, na stałe wpisał się na kulturalną mapę Trójmiasta.  I choć jest znacznie mniejszy od innych festiwali filmowych, jest naprawdę wart polecenia, bo co roku prezentuje naprawdę ważne, interesujące tytuły.  W tym roku nagradzane na całym świecie "Toni Erdmann", "Ja, Daniel Blake", czy "Egzamin".  Żałuję tylko, że ze względu na obowiązki w pracy nie mogłem tak jak w poprzednich latach w całości poświęcić się temu wydarzeniu, i w ciągu tygodnia musiałem opuścić kilka seansów.

Podsumowując zeszły rok wspomnieć muszę jeszcze o dwóch wydarzeniach.  Pierwsze było niespodziewanym spełnieniem marzeń.  Od dawna chciałem wybrać się na jakiś koncert muzyki filmowej. Zawsze jednak przeszkadzało mi to, że w większości takie wydarzenia są tylko pewną orkiestrową interpretacją znanych motywów przewodnich, odtwórczym wykonaniem utworów znanych z filmów.  Marzenie się spełniło pod koniec kwietnia gdy do Polski ze swoim show przyjechał jeden z moich najukochańszych kompozytorów muzyki filmowej - Hans Zimmer. Tylko tak można opisać ten ponad dwugodzinny występ jaki dał ze swoją gigantyczną orkiestrą.  To nie był zwykły koncert, to nie był zwykły występ.  To prawdziwe show, które oglądało się lepiej niż niejeden koncert gwiazdy pop.  Przeżycie, którego nigdy nie zapomnę.  Bo żadnego koncertu nie doświadczyłem tak intensywnie jak właśnie tego, żaden nie wpłynął na mnie tak mocno jak właśnie ten.  Jeśli jakimś cudem nie byliście na jednym z trzech tamtych koncertów, macie okazję wybrać się w tym roku, ponieważ Hans wraca w maju ze swoją trasą do Polski, znów do trzech miast: Łodzi, Krakowa i Sopotu.  I choć bilety nie są tanie, to zdecydowanie są warte swej ceny.  Drugim wydarzeniem (a właściwie drugim i trzecim) były Orange Warsaw Festiwal oraz Open'er Festival w Gdyni, na który wybrałem się pierwszy raz w życiu i odważyłem się tylko i wyłącznie dlatego, bo miałem wspaniałą współtowarzyszkę, która mnie na obie imprezy wyciągnęła.  Gauka, dziękuję po stokroć :)

I na koniec jeszcze jedno.  Zakładając ten blog przyjmowałem, że oprócz o filmach będę tutaj pisał również o serialach.  W poprzednich latach robiłem to w miarę na bieżąco, trochę notek o najważniejszych tytułach przewinęło się przez bloga.  Przez ostatni rok jednak liczba takich wpisów zmalała i w zeszłym roku pojawił się już tylko jeden o "Westworld".  Nie znaczy to jednak wcale, że całkiem przestałem oglądać produkcje w odcinkach, wręcz przeciwnie, od miesiąca oglądam ich znacznie więcej niż kiedyś (Netflix and chill...) tylko, że nie zawsze starcza czasu (jak i chęci) na opisywanie obejrzanych sezonów.  Często również takich, które swoją premierę miały rok czy dwa lata temu (wreszcie nadrobione "House of Cards" od sezonu trzeciego).  Stąd też pytanie, pisać czy nie pisać?


Najlepsze 10:Rok 2016 był bardzo wyrównany.  Żaden film nie zachwycił mnie bezwarunkowo, za to sporo było obrazów, które zasługiwały na znalezienie się w ścisłej dziesiątce.  I chyba jeszcze nigdy nie było mi tak ciężko wybrać ten top10, uszeregować produkcje od tej najlepszej.  Zastanawiałem się bardzo długo, by w końcu stworzyć tę oto listę.  Od miejsca dziesiątego, kolejno:

Na miejscu dziesiątym niezwykły film sci-fi, opowiadający o świecie w którym bycie singlem jest zabronione, a ludzie samotni są wysyłani do specjalnych ośrodków by tam odnaleźć dla siebie partnera, inaczej zostaną przemienieni w zwierzę.  Film tak naprawdę zastanawiający się nad współczesnymi związkami międzyludzkimi. Mowa tutaj oczywiście o zostającym na długo w pamięci "Lobster".  Miejsce wyżej, najbardziej wzruszający film ubiegłego roku i piękna baśń, która świetnie łączy trudną rzeczywistość w jakiej żyją bohaterowie z groźnym obliczem świata fantastycznego - "Siedem minut po północy".  Na miejscu ósmym wyśmienity rumuński dramat "Egzamin", który niebywale wciąga i trzyma w napięciu, opowiadając o ojcu, który jest w stanie zrobić wszystko dla dobra swojej córki.  Oczko wyżej laureat zeszłorocznych Oscarów w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny czyli wstrząsający węgierski film "Syn Szawła", który oczami jednego z więźniów Auschwitz portretuje koszmar życia w obozie koncentracyjnym w czasie II Wojny Światowej.  Na miejscu szóstym film, który swoją oficjalną polską premierę będzie mieć dopiero w styczniu, ale miałem już okazję widzieć go na AAFF festiwal - niezwykły "Toni Erdmann", który zasłużenie zgarnął właściwie wszystkie najważniejsze wyróżnienia podczas gali Europejskich Nagród Filmowych.  To niezwykła, pełna zaskoczeń i humoru opowieść o ojcu starającym się odnaleźć wspólny język ze swoją zapracowaną córką.  Miejsce piąte to jeden z najlepszych polskich filmów zeszłego roku, fenomenalnie zagrane "Zjednoczone stany miłości", które widziałem dwukrotnie, raz tuż po premierze, raz na Festiwalu w Gdyni, i za każdym razem robił na mnie ogromne wrażenie.  To niesamowity portret czterech kobiet żyjących w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych.  Szary, dołujący, dający do myślenia.  Miejsce czwarte zajmuje tureckie objawienie zeszłego roku czyli "Mustang", który jak mało który film był w stanie uchwycić ducha młodości, potrzebę wolności, życia, jaka rozpiera jego bohaterki – pięć sióstr, które trafiają do domu dziadków i tam kolejno mają zostać wydane za mąż.  Poruszający seans.  A teraz czas na ścisłą czołówkę.  Na miejscu trzecim najlepszy film sci-fi od wielu, wielu lat czyli "Nowy początek".  Film który miałem ochotę obejrzeć jeszcze raz tuż po zakończonym seansie.  Film, który pod płaszczykiem opowieści o kontakcie z obcymi opowiada o trudach komunikacji z drugim człowiekiem.  Film, który zachwyca i wciąga tak bardzo, że zapomina się o tym, że przebywa się w kinie – seans staje się doświadczeniem.  Miejsce drugie to najnowszy film Toma Forda - "Zwierzęta nocy".  Niesamowita trzytorowa opowieść o nieszczęśliwej kobiecie czytającej książkę swego byłego męża.  Brzmi nieciekawie i banalnie, ale zostało tak nakręcone, tak oprawione wizualnie i muzycznie, że nie tylko hipnotyzuje podczas seansu ale pozostaje z nami na długo po wyjściu z kina.  I wreszcie, miejsce pierwsze.  Najlepszy film roku 2016, i jednocześnie najlepszy polski film ubiegłego roku.  "Ostatnia rodzina", która choć z pozoru jest opowieścią o rodzinie Beksińskich, takim rzutem oka na najważniejsze wydarzenia na przestrzeni dwudziestu lat ich życia, staje się uniwersalną opowieścią o rodzinie.  Fenomenalne kino, perfekcyjnie zagrane, wyreżyserowane, napisane i zrealizowane, zasłużenie nagradzane na festiwalach.  Szkoda, że nie dane mu będzie powalczyć o Oscara.

1. Ostatnia rodzina // 2. Zwierzęta nocy // 3. Nowy początek // 4. Mustang // 5. Zjednoczone stany miłości // 6. Toni Erdmann // 7. Syn Szawła // 8. Egzamin // 9. Siedem minut po północy // 10. Lobster


Wyróżnione 5:Obok dziesięciu najlepszych produkcji chciałbym jeszcze wymienić pięć filmów, które nie zmieściły się w ścisłej czołówce, ale które są warte zauważenia.  Kolejność przypadkowa.

"Jestem mordercą" czyli świetne, polskie kino gatunkowe, które choć zapowiada się jak interesujący thriller, staje się czymś więcej - jest intrygującym kinem psychologicznym, które stara się zbliżyć do dwóch bohaterów stojących po przeciwnych stronach - policjant, który prowadzi dochodzenie w sprawie seryjnych morderstw, oraz mężczyzna oskarżony o ich popełnienie.  "Opowieść o miłości i mroku" czyli debiut reżyserki Natalie Portman z przepięknymi zdjęciami Sławomira Idziaka.  Film spokojny, kontemplacyjny, dojmująco smutny.  Oparty na książce Amosa Oza mówiącej o jego dzieciństwie.  Niby zwykły dramat, ale zostaje z widzem na długo.  "Paterson", który z racji swojej później premiery pewnie będzie się pojawiać też w zestawieniach najlepszych filmów nowego roku.  To zwykła historia opowiedziana jednak w bardzo nietypowym, powolnym, hipnotyzującym tempie,  Opowieść o pewnym kierowcy autobusu, który jest jednocześnie zapalonym poetą piszącym własne wiersze.  Niby nic, niby zwyczajna, prosta opowieść, a jest w niej jakaś nietypowa, niezwykła magia.  Dwa kolejne filmy to blockbustery, ale wyróżniające się na tle pozostałych.  "Cloverfield Lane 10" czyli trzymający w napięciu thriller o trzech osobach uwięzionych w bunkrze.  Thriller pełen niepewności, który ma jedno z najbardziej nietypowych zakończeń, które albo się pokocha albo znienawidzi.  Świetnie napisany i fantastycznie zagrany.  "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów" - niby kolejny odcinek w wielkim serialu Marvela, ale jednak coś więcej.  To wielkie widowisko, które ogląda się jednym tchem, i któremu udaje się być jednocześnie kontynuacją wcześniejszych filmów o "Kapitanie Ameryce", po części kontynuacją "Avengers", stanowić własną oddzielną historię którą można się przejąć, być wstępem do kolejnych filmów studia, i przedstawić dwie nowe postaci tego gigantycznego Uniwersum.  Świetna robota.

Jestem mordercą // Opowieść o miłości i mroku // Paterson // Cloverfield Lane 10 // Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów


Najgorsze 5:Obok najlepszych produkcji muszą się też oczywiście pojawić te najgorsze.  A w tym roku było ich naprawdę sporo, w związku z czym wybór tej ścisłej piątki okazał się wyjątkowo trudny. Niektóre z produkcji, które aż prosiły się by pojawić się na tej liście (jak "Królewicz olch", "Biuro budowy pomnika" czy "Kryształowa dziewczyna"), jednak się na nią nie załapały i musiały ustąpić jeszcze gorszym, bardziej rozczarowującym propozycjom. 

Na miejscu pierwszym "Suicide Squad" czyli film z najlepszym zwiastunem zeszłego roku, którego akcja promocyjna perfekcyjnie przykryła to jak nieskładną papką jest ten filmopodobny produkt.  Nudny, nielogiczny, bezsensowny, nieśmieszny.  Jedyne co go ratowało to całkiem niezła rola Willa Smitha i bardzo udany występ Margot Robbie.  Na miejscu drugim kolejny film z uniwersum DC, które wyraźnie nie potrafi się odnaleźć próbując ścigać swego konkurenta czyli studio Marvel.  Oczywiście chodzi o okropny, nadmuchany do granic możliwości "Batman v Superman", który nie sprawdza się ani jako kontynuacja "Człowieka ze stali", ani jako wprowadzenie do nadchodzącej "Ligi sprawiedliwości", ani jako pierwszy film z nowym Batmanem.  Koszmarny, nudny, przerost budżetu i efekciarstwa nad treścią.  Na miejscu trzecim "Warcraft" czyli kolejny dowód na to, że ekranizacje gier komputerowych się nie udają, a filmy z wierzchu podobne do innych wysokobudżetowych produkcji nie mają szans na siebie zarobić.  Miejsce czwarte to "Inferno" czyli nikomu niepotrzebna ekranizacja kolejnych przygód Roberta Langdona, film spóźniony o dobre pięć lat, do tego całkiem zrujnowany przez zmienione w stosunku do książki zakończenie.  I na końcu, jedno z większych rozczarowań zeszłego roku czyli "Neon Demon" Nicholasa Winding Refna, czyli przestylizowany, niesmaczny, nudny i pusty neonowy koszmarek, o którym długo starałem się zapomnieć.

Suicide Squad // Batman v Superman: Świt sprawiedliwości // Warcraft // Inferno // Neon Demon



I na koniec Jedenastki 2016.  Prywatne wyróżnienia w jedenastu kategoriach, do których przywiązuję największą wagę.

Najlepszy film – Ostatnia rodzina
Najlepszy reżyser – Tomasz Wasilewski - Zjednoczone stany miłości // Jan P. Matuszyński - Ostatnia rodzina
Najlepszy scenariusz oryginalny – Toni Erdmann
Najlepszy scenariusz adaptowany – Nowy początek // Zwierzęta nocy
Najlepsza aktorka – Aleksandra Konieczna - Ostatnia rodzina // Michalina Łabacz - Wołyń
Najlepszy aktor – Andrzej Seweryn - Ostatnia rodzina
Najlepsza aktorka drugoplanowa – Dorota Kolak - Zjednoczone stany miłości
Najlepszy aktor drugoplanowy – Aaron Taylor-Johnson - Zwierzęta nocy // John Goodman - Cloverfield Lane 10
Najlepsza muzyka – Abel Korzeniowski - Zwierzęta nocy
Najlepsze zdjęcia – Mátyás Erdély - Syn Szawła
Najlepsze efekty specjalne – Ostatnia rodzina


I to by było na tyle. Pozostaje mi już tylko życzyć Wam wszystkiego dobrego (filmowego) w nowym roku. Najlepszego!






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017