Rekiny wojny / War Dogs
"Rekiny wojny" to film zaskakująco skupiony na opowiadaniu historii. Na logicznym, wyważony, prowadzeniu akcji, przedstawianiu opowieści dwóch amerykańskich kumpli, którzy w wieku dwudziestu kilku lat skorzystali z okazji i zaczęli robić za pośredników w handlu bronią, błyskawicznie się przy tym wzbogacając. I choć film ten jest reklamowany jako komedia, zdecydowanie bliżej mu do wartkiej, niegłupiej sensacji, która na dodatek ma ambicje by powiedzieć coś ważnego, zając pewne stanowisko w sprawie. I tak, jest w tym filmie trochę akcentów komediowych, ale w większości są to sceny i gagi umieszczone już w zwiastunach. Są one bardziej dodatkiem niż podstawą w tej podzielonej na rozdziały produkcji, która z bezczelną szczerością przybliża absurdy amerykańskich przepisów, biznes jakim jest wojna, oraz historię jaką przeżyli bohaterowie. Co niezwykłe, historię opartą na faktach.
To co najlepiej działa w tym obrazie, to co go tak świetnie napędza, to chemia pomiędzy bohaterami. Miles Teller i Jonah Hill świetnie do siebie pasują, choć wcielają się w postaci będące niejako swoimi przeciwieństwami. Teller gra Davida Packouza, faceta, który tak naprawdę dopiero zaczyna życie ale już jest zmęczony i znudzony swoją pracą - masuje bogatych kolesi w ich luksusowych rezydencjach. Jonah Hill to Efraim Diveroli, cwaniak, człowiek kameleon, który dostosowuje się do swoich rozmówców, przedstawiając im taką wersję siebie, jaką by chcieli zobaczyć. Razem tworzą naprawdę udany duet. I choć całość nie jest tak zwariowana, jak zapowiadały to trailery, to ogląda się ją świetnie od pierwszej do ostatniej minuty. Trzyma w napięciu i interesuje, bo o dziwo jest to całkiem poważne kino. Ale inaczej niż rozrywkowe ale jednak dość skomplikowane "Big Short", w zawiłościach którego można było się łatwo pogubić, ta produkcja, dzięki sprawnym komentarzom zza kadru, jest w pełni zrozumiała i wciągająca.
7/10
To co najlepiej działa w tym obrazie, to co go tak świetnie napędza, to chemia pomiędzy bohaterami. Miles Teller i Jonah Hill świetnie do siebie pasują, choć wcielają się w postaci będące niejako swoimi przeciwieństwami. Teller gra Davida Packouza, faceta, który tak naprawdę dopiero zaczyna życie ale już jest zmęczony i znudzony swoją pracą - masuje bogatych kolesi w ich luksusowych rezydencjach. Jonah Hill to Efraim Diveroli, cwaniak, człowiek kameleon, który dostosowuje się do swoich rozmówców, przedstawiając im taką wersję siebie, jaką by chcieli zobaczyć. Razem tworzą naprawdę udany duet. I choć całość nie jest tak zwariowana, jak zapowiadały to trailery, to ogląda się ją świetnie od pierwszej do ostatniej minuty. Trzyma w napięciu i interesuje, bo o dziwo jest to całkiem poważne kino. Ale inaczej niż rozrywkowe ale jednak dość skomplikowane "Big Short", w zawiłościach którego można było się łatwo pogubić, ta produkcja, dzięki sprawnym komentarzom zza kadru, jest w pełni zrozumiała i wciągająca.
7/10
Komentarze
Prześlij komentarz