Warcraft: Początek / Warcraft

Duncan Jones, reżyser bardzo udanego "Moon" oraz przereklamowanego "Kodu nieśmiertelności", rzucił się tym razem na głęboką wodę. Zdecydował się zekranizować grę komputerowa czyli materiał źródłowy, który w większości nie udaje się przełożyć na wielki ekran. Wielu się to w przeszłości nie udawało, poległ i Jones który chciał stworzyć podwaliny pod nowe, wielkie, kinowe uniwersum. Jednocześnie zadowolić i fanów gry i zwykłych widzów, a to wszystko w zaledwie dwie godziny. O ile podobno fani są w większości zadowoleni z efektu końcowego, tak dla widza który wcześniej nie miał żadnej styczności z grą filmowy Warcraft będzie dość ciężkim doświadczeniem. To nudny, nijaki, nieciekawy, nielogiczny, niezrozumiały i całkiem obojętny produkt, który nie przynosi żadnej frajdy. To film który idzie w ślady „Johna Cartera” - wielkie widowisko, które sprawia wrażenie zlepku wszystkiego co dobre w innych opowieściach fantasy (w tym przypadku Władca Pierścieni i Avatar), które same niczym dobrym nie jest.

To co po pierwsze zawodzi w tej produkcji to scenariusz. Nieczytelny, niezrozumiały, zbyt skrótowy, nie tłumaczący podstawowych pojęć i zasad świata w którym rozgrywa się historia (jak chociażby sens postaci Strażnika). Tak jak zwiastuny do ten produkcji były dość nieczytelne, nijak bowiem nie wynikało z nich kto jest głównym przeciwnikiem i o co rozgrywać się będzie cała stawka, tak i w samym filmie jest to dość średnio zarysowane. I choć jeszcze motywacje poszczególnych postaci są do zaakceptowania, do zrozumienia (z pewnymi wyjątkami) tak już całość tej opowieści nie wciąga, nie ekscytuje bo średnio obchodzi kto jest złym, kto dobrym i o co się tu wszyscy biją. Ponadto scenarzyści ugięli się pod naporem typowego schematu tego typu produkcji i na siłę wprowadzili kilka wątków które z niczego nie wynikają.  Po prostu są. W blockbusterze powinien być romans? Wiec jest. I to między orkiem, a człowiekiem by był wzruszający i jednocześnie tragiczny, chociaż chemia między bohaterami budzi się z niczego. Brakuje wątków rodzinnych? Tez są. Pomiędzy ojcem i dopisanym na siłę synem żołnierzem. Jakieś zwroty akcji by się przydały? Pojawia się więc zdrajca, który nie jest żadnym zaskoczeniem, bo zachowuje się podejrzanie właściwie od pierwszej sceny gdy pojawia się na ekranie. Sporym problemem tego filmu jest również brak głównego bohatera. Z początku ma się wrażenie, że będzie nim ork ale szybko na pierwszy plan wychyla się człowiek rycerz, który chwilami spychany jest na bok przez młodego maga. I tak twórcy aż do samego końca nie mogą się zdecydować kogo wystawić na pierwszy plan, przez co właściwie nie kibicuje się tutaj nikomu.

Widowisko to nie potrafi się również zdecydować dla jakiego widza jest przeznaczone. Z jednej strony chwilami jest tu całkiem brutalnie, ludzie masakrowani są przez orków w wymyślne sposoby, jednak z drugiej strony ma być to pierwszy film z dochodowego uniwersum wiec przeznaczony być powinien również dla młodego widza. Trudno określić tutaj również przewodni klimat. Z jednej strony całość kręci się wokół nadchodzącej wojny, wiec powinno być poważnie ale z drugiej strony film ten jest blockbusterem więc powinien dostarczać rozrywkę, a ciężki klimat i tego typu tematyka trochę się tutaj kłóci z misją tego widowiska. Stąd pewnie próba przełamania tej nadętej atmosfery żartami czy to słownymi czy sytuacyjnymi, które jednak dopisane są tutaj na siłę, wciśnięte jakby z rozkazu producentów, którzy chcieli ratować przesadnie nadmuchany produkt, przez co choć zauważa się te z założenia zabawne momenty, nie robią one żadnego wrażenia. I właściwie jedyne co się tutaj broni to efekty specjalne, których dopracowanie w najmniejszym szczególe zachwyca już od pierwszych scen. Chociażby tej gdy na zbliżeniu obserwujemy w całości wygenerowaną w komputerze twarz orka, która wygląda bardziej niż prawdziwie.

4/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017