Praktykant / The Intern
Nancy Meyers jak dotąd urzekła mnie tylko jednym filmem. Było nim niezwykle ciepłe, zabawne i niegłupie "Lepiej późno niż później" z Jackiem Nicholsonem, Diane Keaton i Keanu Reevesem. Niezwykle przyjemny film, który widziałem już nawet nie pamiętam ile razy, który za każdym razem wprowadza mnie w równie dobry humor. Nie wiem co w nim takiego jest: czy to historia, czy klimat, czy obsada, ale działa za każdym razem. Niestety z pozostałymi filmami reżyserki tak już nie jest. Pamiętając jednak jak dobrze bawiłem się na "Lepiej późno niż później", nieustannie mam nadzieję, że Meyers uda się kiedyś osiągnąć jeszcze taki poziom. Stąd wiernie śledzę jej dokonania czekając na równie udany seans. Czasem kończy się trochę lepiej (całkiem udane "To skomplikowane"), czasem zdecydowanie gorzej (koszmarne "Holiday"). Miałem nadzieję, że "Praktykant" będzie bliżej tych pierwszych, niestety okazał się być co najwyżej przeciętny.
"Praktykant" to opowieść o siedemdziesięciolatku, który jest wdowcem przebywającym na emeryturze. Stara się nie wypaść ze społeczeństwa, stara się nie przemienić w zrzędliwego staruszka, ale obecna sytuacja średnio mu się podoba. Bo choć uczęszcza na przeróżnego rodzaju kursy i spotkania dla seniorów, choć podróżuje po całym świecie, gdy tylko wraca do domu odczuwa wielką pustkę. Boi się, że jeśli czegoś nie zmieni w swoim życiu może wpaść w depresję. Pewnego dnia przypadkiem trafia na ogłoszenie o pracy w roli praktykanta. Praktyka miałaby trwać sześć tygodni, w firmie zajmującej się sprzedażą ubrań przez internet. Swoje CV ma przesłać w formie elektronicznej jako film. A ponieważ niczego się nie boi, udaje mu się zdobyć tę pracę i zaczyna asystować młodej Jules, która półtora roku wcześniej założyła tę firmę i z jednoosobowej działalności rozkręciła w biznes zatrudniający ponad dwieście osób. Jak nie trudno się domyślić, choć z początku nie podoba jej się pomysł aby dziadek był jej asystentem, z czasem zacznie się przekonywać do takiego rozwiązania.
"Praktykant" jest filmem sympatycznym. I tak jak jest to najgorszy przymiotnik do opisywania nowo poznanej osoby, tak również niezbyt dobrze świadczy o opisywanym filmie. Bo najnowszy obraz Nancy Meyers, jest filmem przyjemnym, ciepłym i strasznie nijakim. Wypływa z niego obojętność tak wielka, że zapomina się o nim jeszcze w trakcie oglądania. Całość została unurzana w atmosferze ciepłej bajki, do tego okrutnie przesłodzonej i przesadzonej. Gdy ma być śmiesznie wszyscy nadmiernie silą się by było zabawnie, gdy ma być smutno, zły lecą strumieniami z oczu bohaterów . W tej udawanej rzeczywistości wszystko kończy się dobrze, a problemy rozwiązują się same. Tylko gdzieś prawdziwe uczucia gubią się po drodze. Miłe to ale żadne. Liczyłem jednak na coś więcej.
5/10
"Praktykant" to opowieść o siedemdziesięciolatku, który jest wdowcem przebywającym na emeryturze. Stara się nie wypaść ze społeczeństwa, stara się nie przemienić w zrzędliwego staruszka, ale obecna sytuacja średnio mu się podoba. Bo choć uczęszcza na przeróżnego rodzaju kursy i spotkania dla seniorów, choć podróżuje po całym świecie, gdy tylko wraca do domu odczuwa wielką pustkę. Boi się, że jeśli czegoś nie zmieni w swoim życiu może wpaść w depresję. Pewnego dnia przypadkiem trafia na ogłoszenie o pracy w roli praktykanta. Praktyka miałaby trwać sześć tygodni, w firmie zajmującej się sprzedażą ubrań przez internet. Swoje CV ma przesłać w formie elektronicznej jako film. A ponieważ niczego się nie boi, udaje mu się zdobyć tę pracę i zaczyna asystować młodej Jules, która półtora roku wcześniej założyła tę firmę i z jednoosobowej działalności rozkręciła w biznes zatrudniający ponad dwieście osób. Jak nie trudno się domyślić, choć z początku nie podoba jej się pomysł aby dziadek był jej asystentem, z czasem zacznie się przekonywać do takiego rozwiązania.
"Praktykant" jest filmem sympatycznym. I tak jak jest to najgorszy przymiotnik do opisywania nowo poznanej osoby, tak również niezbyt dobrze świadczy o opisywanym filmie. Bo najnowszy obraz Nancy Meyers, jest filmem przyjemnym, ciepłym i strasznie nijakim. Wypływa z niego obojętność tak wielka, że zapomina się o nim jeszcze w trakcie oglądania. Całość została unurzana w atmosferze ciepłej bajki, do tego okrutnie przesłodzonej i przesadzonej. Gdy ma być śmiesznie wszyscy nadmiernie silą się by było zabawnie, gdy ma być smutno, zły lecą strumieniami z oczu bohaterów . W tej udawanej rzeczywistości wszystko kończy się dobrze, a problemy rozwiązują się same. Tylko gdzieś prawdziwe uczucia gubią się po drodze. Miłe to ale żadne. Liczyłem jednak na coś więcej.
5/10
Komentarze
Prześlij komentarz