Crimson Peak. Wzgórze krwi / Crimson Peak

Gotycka, pełna przepychu, wystawności opowieść rozgrywająca się u schyłku dziewiętnastego wieku.  Przez dystrybutora mylnie reklamowana jako horror, przez reżysera opisywana jako mroczny romans.  Film, który przez rozbudowane dekoracje, imponujące kostiumy, oprawę audiowizualną wygląda momentami obłędnie.  Dom, w którym mieszkają bohaterowie to ogromne zamczysko, żyjące własnym życiem, oddychające wiatrem hulającym po korytarzach.  Padający na podwórzu śnieg łączy się z czerwoną gliną wydobywaną w pobliskiej kopalni, przykrywając ziemię czerwonymi kałużami przypominającymi krew.  To właśnie dlatego, choć posiadłość w której przebywają bohaterowie nosi nazwę Allerdale Hall, miejscowi nazywają ją Crimson Peak - Wzgórze Krwi.  Wzgórze, które w finale tej opowieści spłynie prawdziwą krwią, będzie świadkiem kilku zgonów.  Szkoda tylko, że śmierci te będą bardziej nudzić niż przerażać.  Szkoda tylko, że przepych inscenizacji przytłoczy całkiem treść tego filmu.  Okrutnie banalną i rozczarowującą.

"Crimson Peak" to opowieść o młodziutkiej Edith, początkującej pisarce, która wierzy w istnienie duchów.  Pierwszą zjawą, która się jej objawiła, była jej zmarła matka.  Dziewczyna od tamtego czasu interesuje się światem umarłych, ale równocześnie się go boi.  Pewnego dnia całkiem przypadkowo poznaje Thomasa, który jest właścicielem wielkiej posiadłości w Anglii.  Do Ameryki w której ta historia się rozpoczyna, przyjechał szukać funduszy do budowy nowej maszyny do kopalni gliny.  Młodzi szybko zakochują się w sobie i mimo pewnych komplikacji wkrótce biorą ślub.  Wyjeżdżają do Anglii, by tam zamieszkać w nawiedzonym zamczysku, którego tajemnic pilnuje siostra Thomasa - wyniosła i chłodna Lucille.  Edith w tym miejscu przepełnionym tajemnicami zacznie widzieć i słyszeć to co jest dla innych niewidoczne, będzie poznawać kolejne mroczne tajemnice tego miejsca jak i sekrety rodzeństwa, które dba o domostwo.

Del Toro nakręcił film przypominający książkę napisaną przez Edith.  To opowieść opisywana przez innych jako historia o duchach, ale przez Edith postrzegana jako historia w której duchy są tylko dodatkiem, w której tylko się pojawiają.  To opowieść, do której doklejony został romans i miłosne uniesienia.  Co ciekawe jednak ten romans zdaje się być tu bardziej na miejscu niż goście z zaświatów.  Gdyby bowiem wyciąć wszystkie sceny w których pojawiają się duchy (a nie ma ich tutaj wcale tak wiele) historia ta niczym by się nie różniła, nic by nie straciła.  Kilka scen musiałoby zostać odrobinę inaczej rozegranych, jednak opowieść o rodzeństwie i młodej dziewczynie nie straciłaby sensu.  A skoro brak duchów nie wpłynąłby zupełnie na rozwój tej opowieści, to po co je w ogóle w tym filmie umieszczać?  Czyżby tylko po to by udać, że ten nudny, schematyczny, nieemocjonujący romans jest czymś więcej niż tylko banalną historyjką na którą nikt nie zwróciłby uwagi gdyby nie byty z zaświatów?

Zdaje się, że Del Toro po przygodzie z wielkimi maszynami w "Pacific Rim" i trochę nieudanej przygodzie z bohaterami Śródziemia, do której w końcu pisał jedynie scenariusze, zapragnął wrócić do tego co kocha najbardziej - do świata natury, potworów i duchów.  Problem w tym, że nie miał pomysłu na to jak powołać je znów do życia.  Stąd do nudnej opowieści o zazdrości i miłości dorzucił odrobinę ze swoich ulubionych motywów.  Jest więc upiorny dom, wielkie ćmy i umierające motyle, są duchy wyglądające jak potwory, są potwory zachowujące się jak duchy.  Jest krew, pot i łzy, tylko sensu i emocji w tym wszystkim brak.  Szkoda, że istnienie tego nadprzyrodzonego świata w tym filmie jest całkiem bezzasadne, szkoda, że "Crimson Peak" w finale okazuje się być tylko nudnym banałem z przesadnie krwawym zakończeniem.  Szkoda świetnych aktorów, którzy nie mogą odnaleźć się w tej dwoistej konwencji i straconego czasu przed kinowym ekranem.  "Labirynt Fauna" to to niestety nie jest.

5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017