Blair Witch
"Blair Witch Project" było swego rodzaju objawieniem. Filmem zrealizowanym za grosze, który zarobił miliony w kasach kin na całym świecie i zapoczątkował trwającą do dziś modę na produkcje found footage. Horrorem reklamowanym jako autentyczna historia, zapisana na taśmach odnalezionych gdzieś w gęstych lasach niedaleko miasta Burkittsville w stanie Maryland. Prawdziwa opowieść o grupie nastolatków, którzy wybrali się na wyprawę z której nigdy już nie wrócili. I choć tamten film nie był aż tak straszny jak się o nim teraz mówi, nie można mu odmówić oryginalności oraz tego, że jak mało który (szczególnie w tamtych czasach) był perfekcyjnie wypromowany. Dziś, tyle lat po premierze tamtego obrazu, gdy found footage zostało wyeksploatowane już właściwie na wszystkie możliwe sposoby, powrót do "Blair Witch" zdawał się być pomysłem niemożliwym do zrealizowania. Co prawda osoba reżysera, który niedawno perfekcyjnie odświeżył gatunek jakim jest slasher (udane "Następny jesteś ty"), a chwilę później z sukcesem zatopił się w klimacie lat osiemdziesiątych (całkiem niezły "Gość"), dawała nadzieję na to, że ta ponowna, dość niespodziewana wizyta w przeklętych lasach, będzie udana. Niestety nie tym razem.
Największym problemem "Blair Witch" jest to, że film ten jest kopią oryginału. To powtórka z rozrywki, która prezentuje dokładnie to samo co prezentował pierwszy film. Co prawda akcja rozgrywa się w innych czasach (stąd widoczny postęp technologiczny, mini kamery przypominające zestawy słuchawkowe, oraz dron filmujący wszystko z góry). Co prawda punkt wyjścia tego filmu jest całkiem interesujący - główny bohater jest bratem bohaterki pierwszego filmu, który przyjeżdża do Burkittsville w poszukiwaniu swojej zaginionej siostry. Wszystko poza tym jest tym, co widzieliśmy już w pierwszym filmie. Ba, jest wszystkim tym co widzieliśmy już w wielu innych tego typu produkcjach. Chwilami ma się wrażenie, że nowe "Blair Witch" nie jest kontynuacją, tylko swego rodzaju rebootem, który na nowo opowiada tę samą historię. Brakuje pomysłu, brakuje oryginalności, brakuje ciekawszego podejścia do tematu. Bohaterowie biegają po lesie, krzyczą, i przypadkiem straszą siebie nawzajem. Kamera nieustannie się trzęsie, nic nie widać. To co ma nas wystraszyć to pojawiające się znikąd lalki z gałęzi, upadające drzewa i odgłosy jakby po lesie chodzili giganci. Tylko o ile samotna wycieczka do lasu może w jakimś stopniu wywoływać ciarki na skórze, tak oglądanie tego na ekranie nie robi większego wrażenia. Całość jest nudna, powtarzalna, przewidywalna i nieciekawa. Łącznie z oczywistym finałem. Szkoda.
5/10
Największym problemem "Blair Witch" jest to, że film ten jest kopią oryginału. To powtórka z rozrywki, która prezentuje dokładnie to samo co prezentował pierwszy film. Co prawda akcja rozgrywa się w innych czasach (stąd widoczny postęp technologiczny, mini kamery przypominające zestawy słuchawkowe, oraz dron filmujący wszystko z góry). Co prawda punkt wyjścia tego filmu jest całkiem interesujący - główny bohater jest bratem bohaterki pierwszego filmu, który przyjeżdża do Burkittsville w poszukiwaniu swojej zaginionej siostry. Wszystko poza tym jest tym, co widzieliśmy już w pierwszym filmie. Ba, jest wszystkim tym co widzieliśmy już w wielu innych tego typu produkcjach. Chwilami ma się wrażenie, że nowe "Blair Witch" nie jest kontynuacją, tylko swego rodzaju rebootem, który na nowo opowiada tę samą historię. Brakuje pomysłu, brakuje oryginalności, brakuje ciekawszego podejścia do tematu. Bohaterowie biegają po lesie, krzyczą, i przypadkiem straszą siebie nawzajem. Kamera nieustannie się trzęsie, nic nie widać. To co ma nas wystraszyć to pojawiające się znikąd lalki z gałęzi, upadające drzewa i odgłosy jakby po lesie chodzili giganci. Tylko o ile samotna wycieczka do lasu może w jakimś stopniu wywoływać ciarki na skórze, tak oglądanie tego na ekranie nie robi większego wrażenia. Całość jest nudna, powtarzalna, przewidywalna i nieciekawa. Łącznie z oczywistym finałem. Szkoda.
5/10
Komentarze
Prześlij komentarz