183 metry strachu / The Shallows

Pierwszy akt tego niewielkiego filmu jest naprawdę obiecujący.  Twórcy w skrótowy ale konkretny sposób przedstawiają główną bohaterkę.  Nancy to młoda dziewczyna, która po śmierci swojej matki potrzebuje trochę czasu dla siebie.  Jedzie więc do Meksyku by tam odnaleźć rajską plażę na której dawno temu surfowała jej matka.  W tym pięknym miejscu chce się niejako pożegnać z rodzicielką, a także odnaleźć spokój jak i chęć do dalszego życia.  Niby schemat, ale podany całkiem zgrabnie.  Pobyt w tym idyllicznym miejscu szybko zamieni się jednak w koszmar gdy okaże się, że w wodzie pływa wyjątkowo żarłoczny rekin, który nie spocznie póki nie ukatrupi młodej kobiety.

Do momentu pierwszego ataku rekina film ten ogląda się jednym tchem.  Błyskawicznie przywiązujemy się do bohaterki, fascynujemy się jej pasją jaką jest surfing.  Twórcy bardzo dobrze panują nad tempem tej opowieści, świetnie wykorzystują montaż tak obrazu jak i dźwięku.  Szczególnie widać to w scenach gdy Nancy wraz z dwoma poznanymi surferami korzysta w najlepsze z ogromnych fal.  Wtedy obraz na zmianę przyspiesza i zwalnia, a przewijająca się w tle muzyka dostosowuje się do niego w błyskawicznym tempie.  Twórcy misternie budują napięcie nadchodzącego zagrożenia, a później, gdy bohaterka cudem uchodzi cało z pierwszego ataku rekina, bardzo przekonująco pokazują jej dramat. Nieznany kraniec świata, krwawiąca noga, i niewielka skała do której udało się bohaterce dopłynąć.  Skała, która za kilka godzin zniknie wraz z nadchodzącym przypływem.  I choć jesteśmy na otwartej przestrzeni (często ukazywanej wprost z góry), tak naprawdę świat bohaterki ogranicza się do tego niewielkiego skrawka ziemi.  Wszystko inne (plaża, boja), choć niby jest tak blisko, jakby na wyciągnięcie ręki, jest jednak zdecydowanie za daleko by stanowić realną szansę na ratunek.

Problem z tym filmem polega na tym, że twórcom nie wystarcza samo zagrożenie jakim jest rekin.  Przerażający drapieżnik, który sam w sobie stanowi perfekcyjnego bohatera horroru, jest jak chyba każdy rekin z Hollywood rybą na sterydach.  To rekin psychopata, który zabija wszystko co się rusza, i nie spocznie póki nie zamorduje naszej bohaterki.  I o ile starania Nancy by dopłynąć do lądu  trzymają w napięciu, tak totalnie przesadzony finał, przez swoje rozbuchanie nie tylko nie robi większego wrażenia, ale strasznie irytuje.  Najgorszy okazuje się tu jednak epilog.  Totalnie niepotrzebny, przesłodzony, jedynie psujący całkiem dobre wrażenie z tego ot przyzwoitego seansu.

5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

A Ghost Story

mother!

Hity Kity 2017