Tom / Tom à la Ferme
Xavier Dolan nie zwalnia tempa. "Tom" to już czwarty film jaki zrealizował w przeciąg ostatnich pięciu lat. I choć początkowo zastanawiano się czy jego głośny debiut "Zabiłem moją matkę" nie jest jedynie pojedynczym wystrzałem, każdym kolejnym filmem ten młody reżyser udowadniał, że ma jeszcze wiele do powiedzenia, że nie jest tylko gwiazdą jednego sezonu. Tak powstały romantyczne "Wyśnione miłości", oraz jak dotąd najbardziej złożony i dojrzały projekt Kanadyjczyka - "Na zawsze Laurence". O ile jednak dotychczasowe projekty Dolana oparte były na jego oryginalnych pomysłach, "Tom" jest filmem powstałym w oparciu o sztukę Michela Marca Boucharda. Razem z nim Xavier przeniósł teatralne przedstawienie na wielki ekran. Inaczej niż poprzednimi razy jego film nie jest jednak dramatem. Zdecydowanie bliżej tej produkcji do thrillera, mrocznej opowieści o obsesji, zniewoleniu, uzależnieniu, choć klimat jaki jej towarzyszy trudno jednoznacznie określić, bo jest dość przedziwny. Niestety jednak w thrillerze Dolanowi nie do twarzy.
Początek tego obrazu jest całkiem obiecujący. Tom (w tej roli oczywiście sam reżyser) jedzie na pogrzeb swojego chłopaka, który zmarł w bliżej nieokreślonych okolicznościach. Jedzie do niewielkiego miasteczka w którym mieszka matka zmarłego, oraz jak się okazuje jego starszy brat Francis. Na miejscu Tom dowiaduje się ze zdziwieniem, że nikt nie wiedział o jego istnieniu, co więcej, że orientacja seksualna jego chłopaka była w rodzinie tajemnicą. Tajemnicą skutecznie skrywaną przez Francisa, który stworzył przed matką pozytywny obraz swego młodszego brata, zdolnego, heteroseksualnego chłopaka, który na stałe związany jest z dziewczyną o imieniu Sara. Teraz Francis wciąga w swoją grę również Toma, który przed matką swojego byłego kochanka będzie musiał udawać jedynie dobrego znajomego, podtrzymując obraz "zdrowego", "normalnego" syna, jakiego zapamiętała kobieta. I gdyby ta historia rozwinęła się w kierunku na pozór zwykłego dramatu chłopaka, który nie dość, że musi ukrywać swoje "ja", jest zmuszony jeszcze brać udział w przedstawieniu mającym na celu utrzymanie dobrego wizerunku zmarłego, wtedy ta opowieść mogłaby chwytać za gardło, hipnotyzować i prawdziwe wzruszać. Niestety jednak Dolan zaczyna kombinować, i skręca w kierunku przedziwnej relacji między Tomem a Francisem. Kipiącej testosteronem nienawiści, obsesyjnego przywiązania, relacji kat ofiara. I właśnie w tej relacji tkwi największy problem tego obrazu, bo strasznie trudno jest uwierzyć w zaistniałą sytuację, w zachowania bohaterów, w rozwój relacji jaka między nimi zachodzi. Za wiele w niej teatralnej sztuczności, umowności, która na wielkim ekranie okropnie razi, wydaje się zupełnie nieprawdziwa.
Szkoda, że Dolan zdecydował się na takie rozwinięcie, bo właśnie przez nie, "Tom" staje się jak na razie najsłabszym z jego czterech filmów. Jest on również jak dotąd najbardziej surowym dokonaniem, wizualnie najprostszym ze wszystkich poprzednich. Zdjęcia utrzymane są w odcieniach brązu, mglistej szarości. Brudne od piachu i błota, od żółtawej kukurydzy rosnącej na polach, od zachmurzonego nieba z którego często leje się deszcz. Nie uświadczy się tu również za wiele spowolnień ruchu. Jedyne co zostało z Dolanowskiej ekspresji obrazu to ciekawy zabieg na zwężanie ekranu w kluczowych scenach, gdy sytuacja najbardziej zaognia się między bohaterami. Wtedy z tradycyjnej panoramicznej wielkości obrazu, ekran zaczyna się zwężać do paska zajmującego tylko niewielki fragment. Również od strony muzycznej "Tom" wydaje się filmem uboższym, zamiast licznych, świetnie dobranych piosenek, w tle przygrywa tylko smutna kompozycja Gabriela Yareda.
6/10
Początek tego obrazu jest całkiem obiecujący. Tom (w tej roli oczywiście sam reżyser) jedzie na pogrzeb swojego chłopaka, który zmarł w bliżej nieokreślonych okolicznościach. Jedzie do niewielkiego miasteczka w którym mieszka matka zmarłego, oraz jak się okazuje jego starszy brat Francis. Na miejscu Tom dowiaduje się ze zdziwieniem, że nikt nie wiedział o jego istnieniu, co więcej, że orientacja seksualna jego chłopaka była w rodzinie tajemnicą. Tajemnicą skutecznie skrywaną przez Francisa, który stworzył przed matką pozytywny obraz swego młodszego brata, zdolnego, heteroseksualnego chłopaka, który na stałe związany jest z dziewczyną o imieniu Sara. Teraz Francis wciąga w swoją grę również Toma, który przed matką swojego byłego kochanka będzie musiał udawać jedynie dobrego znajomego, podtrzymując obraz "zdrowego", "normalnego" syna, jakiego zapamiętała kobieta. I gdyby ta historia rozwinęła się w kierunku na pozór zwykłego dramatu chłopaka, który nie dość, że musi ukrywać swoje "ja", jest zmuszony jeszcze brać udział w przedstawieniu mającym na celu utrzymanie dobrego wizerunku zmarłego, wtedy ta opowieść mogłaby chwytać za gardło, hipnotyzować i prawdziwe wzruszać. Niestety jednak Dolan zaczyna kombinować, i skręca w kierunku przedziwnej relacji między Tomem a Francisem. Kipiącej testosteronem nienawiści, obsesyjnego przywiązania, relacji kat ofiara. I właśnie w tej relacji tkwi największy problem tego obrazu, bo strasznie trudno jest uwierzyć w zaistniałą sytuację, w zachowania bohaterów, w rozwój relacji jaka między nimi zachodzi. Za wiele w niej teatralnej sztuczności, umowności, która na wielkim ekranie okropnie razi, wydaje się zupełnie nieprawdziwa.
Szkoda, że Dolan zdecydował się na takie rozwinięcie, bo właśnie przez nie, "Tom" staje się jak na razie najsłabszym z jego czterech filmów. Jest on również jak dotąd najbardziej surowym dokonaniem, wizualnie najprostszym ze wszystkich poprzednich. Zdjęcia utrzymane są w odcieniach brązu, mglistej szarości. Brudne od piachu i błota, od żółtawej kukurydzy rosnącej na polach, od zachmurzonego nieba z którego często leje się deszcz. Nie uświadczy się tu również za wiele spowolnień ruchu. Jedyne co zostało z Dolanowskiej ekspresji obrazu to ciekawy zabieg na zwężanie ekranu w kluczowych scenach, gdy sytuacja najbardziej zaognia się między bohaterami. Wtedy z tradycyjnej panoramicznej wielkości obrazu, ekran zaczyna się zwężać do paska zajmującego tylko niewielki fragment. Również od strony muzycznej "Tom" wydaje się filmem uboższym, zamiast licznych, świetnie dobranych piosenek, w tle przygrywa tylko smutna kompozycja Gabriela Yareda.
6/10
Komentarze
Prześlij komentarz