Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara / Pirates of the Caribbean: Dead Men Tell No Tales
Jest w "Zemście Salazara" taka scena gdy Jack Sparrow tuż po niespodziewanej pobudce pyta się zebranych dookoła niego gapiów, co on tutaj robi? I to jest świetne pytanie, które również chciałoby się zadać samym twórcom tej produkcji. Po co to wszystko? Po całkiem udanej pierwszej trylogii (choć wykazującej tendencje spadkowe), oraz zupełnie niepotrzebnej ale przyjemnej części czwartej, naprawdę trudno wyjaśnić co robi w kinach, kolejne sześć lat później, następna część Piratów? Prócz oczywistego powodu chęci dalszego czerpania zysków z kury dotąd znoszącej złote jajka. Tym bardziej, że moda, ekscytacja i szał na Piratów już dawno przeminęły i wskrzeszanie na nowo tej serii jest jak budzenie nieboszczyka, o którym większość już dawno zapomniała. Stąd piąty powrót do Piratów jest powrotem zupełnie niepotrzebnym, nudnym, nieudanym i co gorsza, chwilami podchodzącym pod parodię całej serii.
Co prawda dobrym pomysłem był powrót do kina rozrywkowego i zerwanie z totalnie chybionym kierunkiem jaki został przyjęty przy najbardziej nieudanej części trzeciej, która zabijała powagą, mrokiem i patosem. Szkoda tylko, że spora część akcji piątej części rozgrywa się nocą, lub w ciemnościach, przez co przez większą część seansu ten film jest okrutnie brzydki, ciemny i niewyraźny. Wielokrotnie wszystko zlewa się tutaj w bezkształtną masę (aż strach myśleć jak niewiele widać w wersji 3D). Wstawki fantasy nie denerwują, w końcu od zawsze były częścią serii, choć tym razem jest ich jakby odrobinę więcej. To co jednak tutaj bardzo przeszkadza to sceny akcji, absurdalnie przesadzone, tak bardzo odrealnione, że zamiast bawić tylko irytują (kreskówkowa scena z gilotyną czy ucieczka z sejfem jakby żywcem wyjęta z filmów Fast & Furious).
Strasznie wypadają tutaj również efekty specjalne, co jest zaskakujące jak na film, który kosztował krocie. Niestety wielokrotnie efekty rażą sztucznością, obecność green screenu wali po oczach i odbiera przyjemność z oglądania tej przygody, skoro na pierwszy rzut oka widać, że wszystko co otacza bohaterów jest sztuczne, nieprawdziwe, w całości wygenerowane w komputerze. Przez tą sztuczność nie sposób emocjonować się pościgami, ucieczkami, dramatycznymi wydarzeniami, bo nie wyglądają one przekonująco. Mało przekonująco wypada również twarz młodego Jacka Sparrowa we wspomnieniach z przeszłości. Jest dziwnie nienaturalna, nieprawdziwa, sztuczna, szczególnie w momentach gdy bohater się odzywa. Tak jak najnowszym "Strażnikom Galaktyki" przepięknie udało się odmłodzić Kurta Russella, tak młodsza wersja bohatera granego przez Johnny Deppa wydaje się być bardzo niedopracowana, nieprzekonująca, wręcz odstraszająca.
Sam film jest niestety nudny, powtarzalny, przepełniony zbędnymi wątkami (chociażby cameo Paula McCartney czy scena ze ślubem, która niczemu nie służy). Nowi bohaterowie sprawują się tak sobie, chociaż docenić trzeba to, że starają się wykrzesać z siebie jakieś emocje. Najlepiej ze wszystkich sprawuje się Barbossa, żal tylko Sparrowa, który z cwanego zawadiaki stał się zapijaczonym klaunem mającym rozweselać publikę. Przykre, bo przecież Depp jest świetnym aktorem, ale grając Sparrowa rozmienia się na drobne, robi to już całkiem od niechcenia, Co gorsza ta rola kładzie się cieniem na wszystkie pozostałe filmy z jego udziałem, jak klątwa od której nie może się uwolnić. Bardem jako główny zły sprawdza się nieźle, choć charakteryzacja oraz komputerowo wygenerowane falujące włosy, powodują, że jego postać nie jest tak groźna i straszna jak mogłaby być. Poza tym gdy co drugie zdanie jakie wypowiada zawiera imię Jack Sparrow, to po którymś z kolei zaczyna po prostu nudzić.
5/10
Co prawda dobrym pomysłem był powrót do kina rozrywkowego i zerwanie z totalnie chybionym kierunkiem jaki został przyjęty przy najbardziej nieudanej części trzeciej, która zabijała powagą, mrokiem i patosem. Szkoda tylko, że spora część akcji piątej części rozgrywa się nocą, lub w ciemnościach, przez co przez większą część seansu ten film jest okrutnie brzydki, ciemny i niewyraźny. Wielokrotnie wszystko zlewa się tutaj w bezkształtną masę (aż strach myśleć jak niewiele widać w wersji 3D). Wstawki fantasy nie denerwują, w końcu od zawsze były częścią serii, choć tym razem jest ich jakby odrobinę więcej. To co jednak tutaj bardzo przeszkadza to sceny akcji, absurdalnie przesadzone, tak bardzo odrealnione, że zamiast bawić tylko irytują (kreskówkowa scena z gilotyną czy ucieczka z sejfem jakby żywcem wyjęta z filmów Fast & Furious).
Strasznie wypadają tutaj również efekty specjalne, co jest zaskakujące jak na film, który kosztował krocie. Niestety wielokrotnie efekty rażą sztucznością, obecność green screenu wali po oczach i odbiera przyjemność z oglądania tej przygody, skoro na pierwszy rzut oka widać, że wszystko co otacza bohaterów jest sztuczne, nieprawdziwe, w całości wygenerowane w komputerze. Przez tą sztuczność nie sposób emocjonować się pościgami, ucieczkami, dramatycznymi wydarzeniami, bo nie wyglądają one przekonująco. Mało przekonująco wypada również twarz młodego Jacka Sparrowa we wspomnieniach z przeszłości. Jest dziwnie nienaturalna, nieprawdziwa, sztuczna, szczególnie w momentach gdy bohater się odzywa. Tak jak najnowszym "Strażnikom Galaktyki" przepięknie udało się odmłodzić Kurta Russella, tak młodsza wersja bohatera granego przez Johnny Deppa wydaje się być bardzo niedopracowana, nieprzekonująca, wręcz odstraszająca.
Sam film jest niestety nudny, powtarzalny, przepełniony zbędnymi wątkami (chociażby cameo Paula McCartney czy scena ze ślubem, która niczemu nie służy). Nowi bohaterowie sprawują się tak sobie, chociaż docenić trzeba to, że starają się wykrzesać z siebie jakieś emocje. Najlepiej ze wszystkich sprawuje się Barbossa, żal tylko Sparrowa, który z cwanego zawadiaki stał się zapijaczonym klaunem mającym rozweselać publikę. Przykre, bo przecież Depp jest świetnym aktorem, ale grając Sparrowa rozmienia się na drobne, robi to już całkiem od niechcenia, Co gorsza ta rola kładzie się cieniem na wszystkie pozostałe filmy z jego udziałem, jak klątwa od której nie może się uwolnić. Bardem jako główny zły sprawdza się nieźle, choć charakteryzacja oraz komputerowo wygenerowane falujące włosy, powodują, że jego postać nie jest tak groźna i straszna jak mogłaby być. Poza tym gdy co drugie zdanie jakie wypowiada zawiera imię Jack Sparrow, to po którymś z kolei zaczyna po prostu nudzić.
5/10
Komentarze
Prześlij komentarz