Song to Song
Michael Fassbender tarza się po podłodze. Rooney Mara opiera się o gigantyczne okna i w zamyśleniu patrzy się gdzieś w dal. Natalie Portman przechadza się po wielkich apartamentach. Ryan Gosling przygrywa na pianinie. Natalie Portman przechadza się w krótkiej spódniczce nad leżącym Fassbenderem. Gosling z Marą biegają po pustkowiu w czasie zachodu słońca. Cate Blanchett chodzi na spacery z Goslingiem, a Holly Hunter tuła się po wielkim parkingu wołając o pomoc. Kogo grają, kim są, to zupełnie nieistotne. Normalnych rozmów nie prowadzą, w większości odzywają się z offu, wygłaszając po kilka nieistotnych, pustych zdań. Śledzeni są przez okrążającą ich, nieustannie biegająca za nimi kamerą Emmanuela Lubezkiego, która spogląda na nich z różnych stron. Lawiruje, wiruje, często zbacza na bok, by zamiast na bohaterów spojrzeć na przyrodę, latające chmarą ptaki, uginające się pod naporem wiatru drzewa. Tak jakby zdjęcia miały wypełnić ...